13.02.2015

Rozdział 1

Koniec roku szkolnego dla wszystkich oznaczał wielką imprezę i wymarzone wakacje. Ale moje plany były nieco inne. Jako, że nie należałam do osób mega towarzyskich, tradycyjnie jak co roku w tym czasie zaczęłam pakować walizki. Dwa miesiące przerwy dla mnie oznaczały wyjazd do Melbourne, do babci. Odkąd skończyłam cztery lata mama wysyła mnie tam żeby dotrzymać babci towarzystwa. Nie wiem co stało się z dziadkiem, nikt nie raczył mnie oświecić, ale nigdy go nie poznałam. Jeśli kogoś to interesuje to jestem jedynaczką i mieszkam tylko z mamą, z którą z resztą widuję się może dwa razy w tygodniu. Pracuje w szpitalu i jest cenionym chirurgiem więc ciągle się mijamy. Mimo to nie narzekam. Ojciec zostawił nas gdy miałam 6 lat. Mam z nim dość dobry kontakt, odwiedza mnie kilka razy w miesiącu. A wracając do tematu.
Po tym jak wreszcie zostawiłam za sobą szkołę, włożyłam do uszu słuchawki i wolnym krokiem udałam się do domu. Nie spieszyłam się, wiedziałam, że mam czas.
Przekroczyłam próg z ogromnym uśmiechem na ustach. Wiedziałam, że dom jest pusty więc odpuszczając sobie obiad ruszyłam do swojego pokoju.
Rzuciłam plecak w kąt i spojrzałam na zegarek. Była już 15:30. Westchnęłam cicho, wyciągnęłam spod łóżka dwie torby i zaczęłam wkładać do nich potrzebne rzeczy. Ciuchy, kosmetyki, laptop... Uwinęłam się dość szybko, bo po godzinie wszystko było już gotowe. Mama wróci dopiero po północy więc nie mam nic ciekawego do roboty. Pewnie zapytacie czemu nie spotkam się z przyjaciółmi? Odpowiedź jest prosta: Ja nie mam przyjaciół. Oczywiście mam znajomych, w końcu nie jestem jakimś całkowitym odludkiem. Nie znalazłam po prostu odpowiednich ludzi, którym mogłabym bezgranicznie zaufać. Tak naprawdę czuję, że tutaj w Sydney nie ma dla mnie miejsca. Jutro mama ma wolne i zadeklarowała się, że osobiście zawiezie mnie do babci. Mi to pasuje. Zdecydowanie za mało czasu spędzamy razem. Chcę zamieszkać u babci, chodzić tam do szkoły, poznać tam przyjaciół... Spełnić marzenia. Mam tylko nadzieję, że mama się zgodzi. Przecież jej i tak nie ma w domu całymi dniami, a tam miałabym babcię, która znowu taka stara, a dogadujemy się świetnie. Usiadłam na parapecie i oparłam głowę o szybę. Pogrążyłam się w myślach wpatrując się w przejeżdżające samochody.

                                                                              ***
W takiej oto niewygodnej pozycji przespałam całą noc. Co mnie pokusiło żeby w ogóle tam siadać?
Ze snu obudził mnie głos mamy.
-Vic wstawaj! - wykrzyczała jak zgaduję z kuchni
- Ugh. - tylko na tyle było mnie stać.
Każdemu najmniejszemu ruchowi towarzyszył ogromny ból pleców. Wspominałam już jak bardzo głupia jestem? Po uprzednim ubraniu się i porannej toalecie poszłam do kuchni gdzie czekała na mnie moja rodzicielka. No to czas zacząć rozmowę.
-Mamo jest sprawa.. - zaczęłam niepewnie.
- Tak? - zapytała, trochę niepewna tego co mogę od niej chcieć.
- Wiesz doskonale, że w ogóle się już nie widujemy. I wiesz też, że jestem bardzo zżyta z babcią. Więc... Mogłabym tak jakby zamieszkać u niej? Zaczęłabym tam chodzić do szkoły, poznałabym przy..
- Nie ma mowy! - widziałam smutek na jej twarzy.
- Ale mamo! Ja miałabym oko na babcię, a babcia na mnie! I miałby mnie kto witać w domu po całym dniu w szkole.. - wiedziałam, że trochę przesadziłam, ale muszę walczyć.
- Vic, ja.. sama nie wiem.
- Odpowiesz mi pod koniec wakacji, okay? Nie musisz teraz, ale proszę przemyśl to. - skwitowałam i pobiegłam do pokoju po walizki.
Pół godziny później już byłyśmy w drodze do Melbourne. Podróż mijała nam w ciszy. Jedynymi odgłosami był warkot silnika no i radio.
Nie zmrużyłam oka mimo wczesnej pory. Cały czas oglądałam widoki za oknem i cicho nuciłam pod nosem piosenki, które akurat leciały. Czas minął mi tak szybko, że nawet nie wiem kiedy znalazłyśmy się pod domem babci, która oczywiście już stała na werandzie uśmiechając się do nas szczerze i machając.
Wysiadłam z samochodu i po przywitaniu się z babcią zaniosłam swoje bagaże do pokoju. Odetchnęłam. W głowie miałam wszystkie wspomnienia. I jedno, którego nigdy nie zapomnę, a raczej kogoś, ale to nie ważne.
Wyszłam na podwórko gdzie mama rozmawiała o czymś z babcią. Pożegnałyśmy się i już miałam wejść z babcią do domu gdy nagle mama krzyknęła.
- Vic, zgadzam się!
I odjechała. Chcielibyście zobaczyć moją minę! Teraz jak tak o tym myślę to śmieję się sama z siebie. Byłam bardzo szczęśliwa, ale jeszcze nie wiedziałam co przyniesie przyszłość.
Usiadłyśmy z babcią na leżakach wystawionych przed domem i popijałyśmy herbatę. Domek znajdował się na obrzeżach miasta więc było tu w miarę spokojnie.
- Moja znajoma jest dyrektorką pobliskiej szkoły. Idę do niej zadzwonić i powiadomić o nowej uczennicy, nie masz nic przeciwko? - po raz kolejny tego dnia kobieta uśmiechnęła się do mnie.
- Oczywiście, że nie. - odpowiedziałam uśmiechem i patrzyłam jak odchodzi w stronę domu.
Zmieniłam więc punkt zainteresowania i zaczęłam wpatrywać w już teraz zachodzące słońce.

Dzień jak co dzień. Wstałam wcześnie rano by popatrzeć na wschód słońca. Babcia jeszcze spała więc cicho wymknęłam się z domu, aby jej nie obudzić. Postawiłam stopy na jeszcze wilgotnej trawie i spojrzałam na wzgórze za domem. On już tam był. Siedziałam sam pod drzewem. Tak bardzo chciałam do niego podejść, ale bałam się. Mały chłopiec, w tym samym wieku co ja. Przyciągał i odpychał do siebie jednocześnie. Czy to możliwe? Zebrałam się w sobie i powoli ruszyłam w jego kierunku. Zdawało się, że w ogóle nie zauważył mojej obecności. Usiadłam obok wpatrując się w horyzont... 

- Victorio obudź się! Jeszcze się przeziębisz!
Otworzyłam oczy. Och, czyli zasnęłam. Tylko, że ten sen był taki realistyczny.
- Od września rozpoczynasz naukę w nowej szkole. Wszystko już załatwione.
Pokiwałam tylko głową. Moje myśli były zajęte całkowicie czymś innym. A raczej kimś.
- Idź już do łóżka. - babcia pogoniła mnie.
- Idę, idę.. - wymamrotałam i przytuliłam babcię na dobranoc.


Po wieczornej toalecie sen wcale nie chciał nadejść. Leżałam w łóżku i miotałam się z boku na bok. Tak bardzo chciałam wrócić do tamtego snu. Spotkać go znowu. Ale coś cholernie mi w tym przeszkadzało. Potem zasnęłam już chyba ze zmęczenia.
                                                                         
                                                                               ***
Pierwszy raz od kilku miesięcy nie obudził mnie rano budzik. Tak w zasadzie nie obudziło mnie nic. To przyjemne uczucie, że w końcu nie muszę wstawać do szkoły zawładnęło mną całkowicie.
Do mojego pokoju przez okno zaczęły wpadać promienie australijskiego słońca. Stwierdziłam, ze już późno więc  czas wstać. Ubrałam się, nałożyłam lekki makijaż i zbiegłam do kuchni, gdzie babcia czekała na mnie ze śniadaniem.
- Jakie plany na dziś? - zapytała.
- Hm.. nie wiem. Może pójdę do parku. - odpowiedziałam.
Kochałam tam chodzić jak byłam mała. Babcia zawsze kupowała mi lody, siadałyśmy na ławce i śmiałyśmy z przechodniów. Takie nasze małe hobby.
- Dobry pomysł. - skwitowała - ja mam dzisiaj parę spraw do załatwienia więc przynajmniej nie będziesz sama w domu.
- Okay. - uśmiechnęłam się i zabrałam za konsumowanie kanapek.
Po skończonym posiłku założyłam pierwsze lepsze trampki i wyszłam z domu. Drogę znałam doskonale, w końcu tyle razy już tutaj byłam. Wiał leciutki wiatr, który działał na mnie bardzo kojąco podczas gdy słońce dawało o sobie niemiłosiernie znać. Dojście do parku zajęło mi góra 10 minut. Dziś było tu dość tłoczno. Usiadłam na jednej z niewielu wolnych ławek rozglądając się dookoła. Dzieci bawiły się wspólnie na kocach albo jeździły na rolkach. Dorośli siedzieli w cieniu drzew załatwiając przez telefon jakieś sprawy biznesowe, a starsze panie karmiły gołębie. To takie typowe. Nikt nie zdawał się niczym martwić.
- A co to za samotna istota? - przede mną stanęła niewysoka brunetka.
- Och nie znam tu nikogo.. - odpowiedziałam.
- Już znasz. Jestem Caroline. - uśmiechnęła się i podała mi rękę.
- Victoria.
- A więc Victoria, skąd jesteś i co tu robisz? - usiadła obok.
- Jestem z Sydney i tak jakby zamieszkałam teraz u babci więc zacznę chodzić od września tutaj do szkoły.
- Jak miło! W końcu będzie ktoś normalny w tej szkole! - zaśmiała się, a ja razem z nią - A plany na wakacje?
- Nie mam, ale raczej będę siedzieć w domu i pomagać babci. - no bo co innego mogę robić?
- O nie nie moja droga. Pokażę Ci jak my się tu bawimy. Lubię cię i nie pozwolę, abyś się nudziła.
- Znamy się od .. pięciu minut? Jak możesz mówić, że mnie lubisz? - przecież to niedorzeczne.
- Mam nosa. Spokojnie, spodoba ci się tu, zobaczysz.
- Znam to miasto. Przyjeżdżałam tu co roku na wakacje.
- I nigdy się nie spotkałyśmy? - zaśmiała się.
- Tak wyszło. -zawtórowałam jej.
- Och okay, już późno. Brat mnie udusi jeśli zaraz nie wrócę do domu. Spotkajmy się tu jutro o 14. Poznasz resztę. - ucałowała mnie w policzek i pobiegła w stronę parkingu.
Ta dziewczyna jest nienormalna, ale polubiłam ją. Może to początek pięknej przyjaźni? Zastanawiam się tylko z kim dane mi będzie się jutro spotkać. Jeśli reszta jest tak samo szurnięta jak ona to to będą najlepsze wakacje w historii. Zdecydowanie.
Posiedziałam jeszcze chwilę, po czym zdecydowałam się wrócić do domu. Faktycznie było już trochę późno. W tym mieście czas tak cholernie szybko leciał. Ale nie przeszkadzało mi to. Zapowiadało się cudownie i miałam nadzieję, że nic nie zdoła tego zepsuć. Czekają mnie tu niezapomniane chwile, czuję to. Muszę się tylko otworzyć, a to nie będzie takie trudne. Postanowiłam zacząć wszystko od nowa i zacznę. Bo Victoria nie poddaje się nigdy.

Wieczorem po prostu oglądałam z babcią telewizję zajadając jej domowe wypieki. Rozmawiałyśmy o wszystkim i o niczym. To było wspaniałe. Babcia mnie nie oceniała, nie wytykała błędów gdy opowiadałam jej jakieś głupie historie. To dlatego tak bardzo ją kocham. No i robi przepyszne ciasteczka.
Wraz z wybiciem 24 wstałam z sofy i pobiegłam do pokoju. Nie byłam zmęczona, ale chciałam już zasnąć i śnić o tajemniczym chłopczyku, którego już tak dawno nie widziałam, a za którym tak bardzo tęskniłam. Bo jeszcze nie wiedziałam co przyniesie mi jutro. Nie miałam zielonego pojęcia.
Odpłynęłam szczęśliwa, że jutro poznam nowych ludzi, którzy mogą później znaczyć dla mnie dużo więcej.

__________________________________________________________-
Okay, pierwszy rozdział bez szału.
Liczyłam też na coś dłuższego, ale tak wyszło.
Liczę na wsparcie! :)
Do następnego xx


                                                CZYTASZ? - ZOSTAW KOMENTARZ!  



7 komentarzy:

  1. Szablon już prawie skończyłam. Jaki dodać cytat ? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "You are my daylight
      You are my everything"

      Usuń
    2. Post dodam chyba dzisiaj albo jutro :)

      Usuń
  2. WOW PERFEKCYJNE😁😁😁JESTEM CIEKAWA CO BEDZIE DALEJ

    OdpowiedzUsuń
  3. bardzo mi się podoba ale jest parę niedociągnięć
    nie chcę cię pouczać ale ja mam taki sposób:
    napisz rozdział a na drugi dzień przeczytaj go jeszcze raz, mówię ci wyłapiesz wszystkie błędy
    pozdrawiam xx.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Okay, dziękuję za radę x to był pierwszy rozdział więc różnie to bywa na początku ale właśnie na takich opiniach zależy mi najbardziej: )

      Usuń
  4. Dopiero teraz miałam czas, żeby to przeczytać i...żałuję, że nie zrobiłam tego wcześniej, to jest GENIALNE ♥ Lece czytać dalej :)

    Weny życzę! ~@Happily_love_1D

    OdpowiedzUsuń

SZABLON AUTORSTWA JANE