21.03.2015

Rozdział 5

    Ashton    


Gdy była w moich ramionach jakieś dziwne i nieznane mi wcześniej uczucie wypełniało mnie od środka. Prawda jest taka, że nigdy wcześniej nie darzyłem nikogo swoją miłością, nie czułem takiej potrzeby. Jedyną osobą jaką w życiu kochałem była moja siostra, którą los postanowił mi odebrać w najgorszy z możliwych sposobów. Po jej śmierci nie potrafiłem się podnieść. Czułem się kompletnie wyssany. Wszystkie siły witalne nagle ze mnie uleciały. Nie wychodziłem nawet z domu przez pewien czas, rodzina wypychała mnie z niego siłą. Pewnego wieczoru, gdy postanowiłem wyjść i porządnie się nachlać natrafiłem na trójkę kolesi. Cóż za piękny początek przyjaźni, no nie? To oni pomogli mi się podnieść, nie wiem co bym bez nich zrobił. Nie jestem aniołkiem, nigdy nie byłem, ale myślę, że potrafiłbym się zmienić lecz jeszcze nie teraz.
Pocałunek z Victorią to jak spełnienie najskrytszych marzeń. Pragnąłem jej, chciałem, aby była tylko moja i wiedziałem, że moja będzie. Za wszelką cenę.
- Daj mi szansę. - wyszeptałem i złączyłem jej wargi z moimi.
Czułem jak cała drżała pod wpływem mojego dotyku i nie ukrywam, że byłem niezwykle usatysfakcjonowany. Nie odpowiedziała mi, ale postanowiłem nie naciskać. Nie zaszkodzi poczekać.
Staliśmy tak, wtuleni w siebie dobre pół godziny. Działała na mnie jak ogromny magnes. Ja zaś byłem niczym opiłki żelaza lgnące do niej bez większego zastanowienia.
Po wszystkim odwiozłem ją do domu, nie zapominając o odpowiednim pożegnaniu się.
Dostałem sms'a od Luke'a żebym jak najszybciej przyjechał do niego więc najpierw to właśnie tam się udałem. Zaparkowałem na podjeździe, przed domem przyjaciela. Nie fatygowałem się nawet pukać do drzwi, pierwsze co zrobiłem to skierowałem się do garażu. Doskonale wiedziałem, że chłopak spędza tam 3/4 swojego życia. I tym razem się nie myliłem.
- Co było tak ważnego, że musiałem zjawić się tu tak szybko? - zapytałam, opierając się o samochód.
- Interesy. - nagle znikąd pojawił się Mikey.
- Musisz wyjechać. - Luke spojrzał na mnie znacząco.
Westchnąłem głośno, przecierając jedną ręką twarz.
- Kiedy?
- Dzisiaj.
- Nie da się tego jakoś przeciągnąć w czasie? Mam teraz na głowie coś o wiele ważniejszego.
- Nie, przykro mi stary. Nie możesz przecież teraz zrezygnować, to nie w twoim typie.
- Nie zrezygnuję.
- A więc w drogę. Przygotowałem ci samochód. Im szybciej wyjedziesz tym szybciej wrócisz, pamiętaj o tym. - Lucas poklepał mnie po plecach i wręczył kluczyki.
Nagle przed oczami stanął mi obraz roześmianej twarzy brunetki. Miałem nadzieję, że nie będzie za mną zbytnio tęsknić.

   Victoria  

Kolejny dzień mijał mi bardzo powoli. Co jakiś czas z nadzieją zerkałam na komórkę. Z nadzieją, że może Ashton się odezwie. Z nadzieją, że to nie była chęć zabawienia się. Jednak urządzenie cały czas pozostawało niewzruszone. Cały poranek spędziłam w łóżku, starając się zająć czymś myśli, ale marnie mi to wychodziło. Koło południa leniwie zwlekłam się z łóżka, zdając sobie sprawę, że pewnie i tak się spóźnię, ale nie bardzo mnie to obchodziło. Zrobiłam co w mojej mocy, aby doprowadzić się do stanu normalności. Gdy byłam już gotowa, wyszłam z domu i wolnym krokiem udałam się do domu Hood'ów. Stojąc tuż przed nim, niepewnie zapukałam w drzwi. Otworzył mi nie kto inny, jak sama Caroline.
- Hej Vic! Cieszę się, że jednak jesteś. Wejdź, proszę. - krzyknęła i odsunęła się, abym mogła wejść do środka.
Byłam już tutaj wcześniej więc mniej więcej miałam rozeznanie co, gdzie jest. Weszłam za dziewczyną do dość sporej jadalni. Przy stole siedział już Calum z iPhone'm w dłoni. Przywitałam się też z ich mamą, która właśnie krzątała się po kuchni.
Usiadłam pomiędzy rodzeństwem, niepewna jak powinnam się zachować. Nigdy nie byłam u nikogo na obiedzie i jejku to dziwne, ale w ogóle raczej nie spożywałam z nikim posiłków.
- Jak ci minął wczorajszy dzień? Nie widziałyśmy się. - Carol postanowiła rozpocząć rozmowę.
- W zasadzie nie robiłam nic ciekawego, tradycyjnie łóżko, laptop i muzyka. - uśmiechnęłam się. Nie było sensu w mówieniu im prawdy. Zwłaszcza zważając na to, że Ashton nie raczył odezwać się do mnie od wczorajszego wieczora. - Widzieliście się może z Ash'em?
Na moje pytanie Calum wyraźnie się spiął, ale stwierdziłam, że nad tym zastanowię się później.
- Nie, czemu pytasz? - dziewczyna popatrzyła na mnie zaciekawionym wzrokiem.
- Tak tylko.. - wydukałam lekko zmieszana.
Na moje szczęście pani Hood właśnie postawiła przed nami talerze pełne wyglądających przepysznie dań. W ten oto sposób uniknęłam nieprzyjemnego tematu.


Po skończonym posiłku udałam się razem z Caroline do jej pokoju, Cal zaś zaszył się w swoim.
Włączyłyśmy cicho muzykę i usadowiłyśmy się na ogromnym łóżku dziewczyny.
- No to mów.- zaczęła.
- Co mam mówić? - zapytałam z udawanym zdziwieniem chociaż dobrze wiedziałam, o co jej chodzi.
- Co jest pomiędzy tobą a Ashton'em? - poruszała sugestywnie brwiami.
- A co ma być? - starałam się uniknąć kontaktu wzrokowego.
- Całowaliście się?
- Może. - powiedziałam dopiero po chwili.
- Nie pitol! Chyba muszę to gdzieś zapisać.
- Daj spokój. To nic nie znaczyło.
- Jestem pewna, że się mylisz. On nie bawi się w takie rzeczy, a jeśli już to to musi coś znaczyć.
- Nie odezwał się od wczoraj. Nie napisał, nie zadzwonił. Nic.
- Dzień jeszcze długi, przestań histeryzować.
- Może i masz rację. Zmiana tematu.
- Okay, a więc urządzam domówkę tak jakby pojutrze i tak jakby jesteś na nią zaproszona. Co ty na to?
- Z miłą chęcią. - uśmiechnęłam się do dziewczyny szczerze.
- Mój brat ma chyba wielką nadzieję, że się pojawisz.
- Och.. Nie mów mu nic o mnie i Ashton'ie ok? Dopóki nic nie będzie pewne lepiej żeby zostało to pomiędzy nami.
- Jasne, tylko wiesz.. Nie złam mu serca. - lekki grymas pojawił się na jej twarzy.
Nie chciałam już dłużej przeciągać tego tematu więc po prostu zaczęłam paplać o jakiś babskich sprawach tak, aby Caroline już więcej nie męczyła mnie ciągłymi pytaniami i rozważaniami odnoszącymi się do mojej osoby.
Posiedziałam u niej jeszcze dobre parę godzin, po czym stwierdziłam, że czas wracać do domu. Po wyjściu z jej pokoju, na korytarzu natknęłam się na Calum'a.
- Wychodzisz? - zapytał.
- Tak, powinnam się już zbierać.
- Liczyłem na to, że ze mną też raczysz spędzić trochę czasu skoro już tutaj jesteś. - skrzywił się.
- Bardzo bym chciała, ale..
- Ale? Po prostu chodź. - złapał mnie za rękę i pociągnął do swojego pokoju.
- Co niby mamy robić razem? - stanęłam w progu i położyłam ręce na biodrach.
- Zagraj ze mną. - powiedział i rzucił w moją stronę konsolę, którą złapałam dosłownie w ostatniej chwili.
- Nie jestem człowiekiem technologii. - odparłam.
- Do tego nie trzeba Einstein'a, wierz mi.
- W co konkretnie gramy?
- Fifa, a co innego? - zapytał zdziwiony. No tak! Jak mogłam na to nie wpaść?
I tak oto minęły mi kolejne godziny. Wygrałam nawet jeden mecz! Ale nie jestem pewna czy Cal czasem nie dawał mi forów. Szczerze, jestem w tym beznadziejna.
- Nie było tak źle. - powiedział po skończonej grze.
- Jasne, mów dalej. - wywróciłam oczami.
- Powinnaś częściej ćwiczyć.
- Co wiąże się z przychodzeniem do ciebie? Nie ma mowy! Oszukujesz! - powiedziałam i wystawiłam mu język niczym małe dziecko.
- Nie oszukuję! - w odpowiedzi zaczął mnie łaskotać.
Mimo tego, że kopałam i wierzgałam się jak tylko mogłam on nawet nie chciał przestać.
W końcu po jakimś czasie oboje opadliśmy z sił. Leżałam na podłodze oddychając ciężko, a chłopak zawisł nade mną, opierając ręce bo obu stronach mojej głowy.
- Dupek. - burknęłam, ale już po chwili oboje zaczęliśmy głośno się śmiać.
- Jesteś niemożliwa. - powiedział, po czym złożył na moich ustach delikatny pocałunek.
To było na tyle przyjemne, że zupełnie straciłam panowanie nad sobą. Jego dłoń zaczęła podwijać moją koszulkę coraz wyżej, moja zaś delikatnie dotykała mięśni na jego brzuchu, które spinały się coraz mocniej.
W porę ocknęłam się i zdałam sprawę z tego co właśnie się dzieje.
- Calum, naprawdę powinnam już iść.
Nie czekając nawet na odpowiedź zepchnęłam go z siebie i wybiegłam z domu.
Przez cały czas dręczyła mnie myśl o tym, co zaszło. To nie powinno nigdy się stać. Zaczęłam zdawać sobie sprawę z tego, jak wielką suką jestem. Nie mogę przecież lecieć na dwa fronty. Któremuś z nich prędzej czy później złamię serce. Nie chciałam tego. Nie chciałam, aby tak to się skończyło. Nim odkryję, który z nich jest bliższy mojemu sercu, może być już za późno.
Wszystko w mojej głowie ciągle powracało do pokoju przyjaciela. Gdyby nie jakaś bardzo uczynna osoba, leżałabym rozjechana przez ciężarówkę na środku jezdni.
- Uważaj jak leziesz! - usłyszałam tylko krzyk jakiegoś gburowatego kierowcy, ale nawet nie wzięłam sobie tego do serca. Spojrzałam na swojego wybawiciela.
- Dziękuję Mike. Chyba jestem ci winna przysługę. - uśmiechnęłam się delikatnie.
- Nie dziękuj. Chyba miałbym lekkie wyrzuty sumienia gdybym pozwolił ci zginąć, skarbie. Można wiedzieć o czym tak intensywnie myślałaś?
- Dużo spraw mnie ostatnio przytłacza. - odpowiedziałam zgodnie z prawdą.
- Może mogę jakoś pomóc?
- Nie sądzę żeby interesowały cię babskie sprawy..
- Wydaje mi się, że te sprawy nie są takie do końca babskie.
- No.. zależy jak na popatrzeć.
- Chodźmy do parku, co ty na to? Zaufaj mi.
I tak też zrobiłam. Cały wieczór przesiedziałam z Mikey'em na ławce pod drzewem zwierzając się ze swoich problemów sercowych. Przez całe życie twierdziłam, że z takimi sprawami zawsze idzie się do przyjaciółki, aż tu nagle okazuje się, że dobry przyjaciel płci przeciwnej może nawet bardziej podnieść na duchu. Po rozmowie z nim poczułam się jakoś tak lżej. Wybór należał tylko i wyłącznie do mnie i w tej sprawie nie mógł wskórać niestety nic, ale wysłuchał mnie cierpliwie i obiecał, że nikomu nie powie o tej rozmowie, za co byłam mu wdzięczna.
Około godziny 22 pożegnaliśmy się i oboje ruszyliśmy każde w swoim kierunku. Światło w moim domu było zgaszone, co oznaczało, że babcia już dawno śpi, co oznaczało, że dom jest zamknięty, co oznaczało, że do środka mogę dostać się jedynie kominem. Cóż za szczęśliwy dzień! Moja opiekunka pomyślała pewnie, że zostaję u Caroline na noc więc nie fatygowała się z zaczekaniem na mnie. Usiadłam na leżaku przed domem i wyjęłam telefon z kieszeni spodenek. Nie mogłam nadwyrężać gościnności Hood'ów, szczególnie po tym co dziś miało miejsce więc zostawała mi tylko jedna opcja.

Ja:
Ashton, potrzebuję pomocy.

Mijały kolejne minuty, a odpowiedź nie nadchodziła. Zrezygnowana schowałam komórkę z powrotem i niezbyt gotowa na konfrontację z babcią postanowiłam zapukać do drzwi.


_#DaylightFF__________________________________________
Brak weny sprawił, że rozdział jest, jaki jest.
Przepraszam, że pojawił się tak późno, ale miałam trochę wyjazdów zarówno tydzień temu jak i nawet dzisiaj więc nie miałam zbytnio czasu na pisanie.
Jak zwykle dziękuję za wszystkie pozytywne opinie :)
To chyba tyle na dziś.
Do następnego misie xx


CZYTASZ? - ZOSTAW KOMENTARZ


10 komentarzy:

  1. Cudowne! Dodawaj częściej bo świetnie piszesz i fajnie się czyta 💕💕
    @xfireinthesoul

    OdpowiedzUsuń
  2. Genialne ! I ta końcówka *-* Calum, który próbuje ją poderwać >>>
    Dodawaj częściej pliss bo już nie mogę się doczekać kolejnego ! Życzę weny i czekam na next :* @1Dkc5SOS

    OdpowiedzUsuń
  3. Genialnie i słodkie, przed cały rozdział miałam łzy w oczach!! :** Tak mi szkoda Victorii, sama nie wiem co bym zrobiła w takiej sytuacji, nie potrafiłabym wybrać pomiędzy Calumem a Ashtonem. Mam nadzieję że Vic poradzi sobie i znajdzie dobre rozwiązanie. Piszesz wspaniale, super się czyta i byłabym wdzięczna gdybyś dodawała częściej rozdziały kicia!! <3 Pozdrawiam, ściskam Cię mocno i życzę nadal takiej weny, buziaki :***
    @lonelinessever

    OdpowiedzUsuń
  4. świetny rozdział ☺ nie spodziewałam się sceny z Calumem ;) czekam na next i dziękuję za informację na tt :)
    ILY ♥

    @todoingthemost

    OdpowiedzUsuń
  5. Wow to ff jest świetne :O ciekawi mnie gdzie pojechał Ash i co będzie dalej z Calumem *-* ~ @maniaa18

    OdpowiedzUsuń
  6. DOSKONAŁY! *.*
    Uwielbiam Twój styl pisania i całą tą sytuację i... co u licha odwala Ash?!
    Ogólnie genialne, pisz szybciutko następny ^-^
    // @5sosaremyninjas

    OdpowiedzUsuń
  7. Tylko jedno mi tu pasuje -> AWWWWWWWWWWWW *-*

    OdpowiedzUsuń
  8. Mogłabyś mnie informować o kolejnych rozdziałach na tt? @cchanellove ;)) ❤

    OdpowiedzUsuń
  9. Zajebisty i fenomenalny. Czekam na nexta *-*

    OdpowiedzUsuń
  10. Ojojoj to się porobiło :/
    Lece czytać <3

    OdpowiedzUsuń

SZABLON AUTORSTWA JANE