2.04.2015

Rozdział 6

WAŻNA NOTKA POD ROZDZIAŁEM! 
__________________________________________


Kolejny dzień. Brak zajęć sprawiał, że siedziałam z tylko z komórką w dłoni patrząc na nią z nadzieją, a zarazem obrzydzeniem.
Kolejny dzień i zero odzewu ze strony Ashton'a. Kolejny dzień w nadziei. Jak to mówią, nadzieja matką głupich. Nie miałam nic w planach więc cały dzień miałam spędzić w domu.
Wyciągnęłam stary rysownik i po prostu zaczęłam kreślić jakieś nieokreślone bliżej wzory, nie myśląc o tym, co robię. Włączyłam muzykę, podłączyłam słuchawki, po czym wsadziłam je do uszu. Jedna z moich ulubionych piosenek rozbrzmiała, a uśmiech mimowolnie wkradł się na moje usta. Tak oto spędziłam cały ranek. Nie wyszłam z pokoju nawet na minutę. Pomijając fakt, że babcia była na mnie trochę zła, że wróciłam tak późno, najzwyczajniej w świecie nie chciało mi się ruszać tyłka z wygodnego łóżka. Popołudniu (uwaga jestem z siebie dumna) zwlekłam się do kuchni. Wyciągnęłam z lodówki jogurt, ze stołu zgarnęłam pierwszą lepszą łyżkę i poszłam dalej kontynuować to, co zaczęłam robić, dokładając jeszcze oglądanie The Vampire Diaries. Robiłam też sobie małe przerwy na wyjedzenie resztek lodów z zamrażarki. Pomagały mi się odprężyć, nawet nie przejmowałam się tym, że potem będę wyglądać jak szafa trzydrzwiowa z lustrem.
Nastał wieczór, a potem noc. Niebo było pełne gwiazd aż chciało się wyjść na zewnątrz i tak też zrobiłam. Ubrana w piżamę, owinięta kocem podreptałam na zewnątrz. Usiadłam przed domem i zaczęłam wpatrywać się przed siebie. Badałam wzrokiem okolicę, tak jakbym chciała zapamiętać każdy najmniejszy szczegół. Byłam szczęśliwa, że znajdowałam się właśnie tam. Miałam z kim porozmawiać w zasadzie w każdej chwili, nie to co w Sydney. Tęskniłam za mamą i to bardzo, ale ona nie miała dla mnie czasu, czułam się tylko jak piąte koło u wozu. Jeśli mam być szczera nie mogłam się doczekać szkoły. Nie dlatego, że jestem jakąś kujonicą, ale to oznaczało poznanie nowych ludzi, być może lepszych niż ci z przeszłości.
Nie wiem ile tak siedziałam, rozmyślając o życiu. Delikatny chłód nocy sprawiał, że czułam się dobrze. Zawsze to jakaś miła odmiana, bo miałam już dość niemiłosiernie mocno grzejącego słońca i mega wysokich temperatur. Z daleka dały się słyszeć czyjeś głosy. Zakładając, że było już późno byłam ciekawa kto jeszcze szlaja się o tej godzinie. Ewidentnie zbliżały się więc pewnie ktoś wracał z jakieś imprezy. Nie przejmując się tym zbytnio, mocniej opatuliłam się kocem i lekko zamyśliłam.
- Hej! - prawie podskoczyłam słysząc ten dźwięk. Spojrzałam w stronę, skąd dobiegał.
- Hej. - powiedziałam do trójki znajomych mi już osób.
- Co robisz na dworze o tak późnej porze? - zapytał Luke.
- Zrymowało ci się - uśmiechnęłam się. - Mogę zapytać o to samo?
- A co może robić trójka kolesi w nocy? - odezwał się Mikey.
- Okey, głupie pytanie.
Kątem oka zauważyłam, że Cal lekko odsunął się od przyjaciół. Przez moment złapaliśmy kontakt wzrokowy.
- Przyłączysz się?
- Raczej odmówię.
- Uh no szkoda, to do jutra. Pamiętaj o domówce, nie możesz nie przyjść. - przypomniał mi Luke.
- Będę musiała cię rozczarować.
- Co? Czemu?
- Mam coś...
- Bez ciebie nie ma zabawy.. - pierwszy raz od początku rozmowy odezwał się Calum. - Przyjdź.
- Um ja.. jeszcze zobaczę. Czas już na mnie, dobranoc.
- Dobranoc. - odpowiedzieli chórem i odeszli.
Starając się być jak najciszej i nie budząc babci podreptałam do pokoju. Opadłam na łóżko, nie zastanawiając się wiele zamknęłam powieki i odpłynęłam w stan błogiej nieświadomości.

***

Tradycyjnie, jak co rano, zaraz po przebudzeniu sprawdziłam telefon. I tradycyjnie nie miałam ani jednej nieodebranej wiadomości czy połączenia. Westchnęłam cicho, postawiłam stopy na podłodze i powoli podniosłam się z miękkiej kołdry. Skierowałam się do łazienki w celu wzięcia orzeźwiającej kąpieli. Przed śniadaniem chciałam jeszcze wybrać ciuchy na dzisiejszy wieczór, chociaż nadal nie miałam pewności czy pokazanie się tam było dobrym pomysłem. Z drugiej strony nie chciałam też zawieść Caroline, a myślę, że tak by się właśnie stało. 
Z lekko wilgotnymi włosami podeszłam do szafy, po czym otworzyłam ją. Nigdy nie wiedziałam jakie wybrać ciuchy, aby były one odpowiednie na taką okoliczność. Postawiłam więc na czarny crop top, tego samego koloru lity i moje ulubione jeansowe spodenki. Z pudełeczka wyciągnęłam złoty pierścionek, który dostałam od mamy na 16 urodziny. Wszystkie przygotowane rzeczy położyłam na wcześniej zaścielonym łóżku. Gdy zeszłam do kuchni na stole znalazłam karteczkę od mojej opiekunki. 

Musiałam wyjechać do mojej znajomej, a nie miałam serca Cie budzić.
Wrócę prawdopodobnie dopiero jutro wieczorem.
Obiad masz w lodówce, wystarczy na dziś i jutro.
Pieniądze zostawiłam ci w szafce na talerze.
Kocham,
babcia 

Odłożyłam kartkę na jej wcześniejsze miejsce i postanowiłam zrobić sobie płatki. Wyciągnęłam mleko, miskę i moje ulubione cornflakes. 
Po skończonym posiłku pozmywałam po sobie, odłożyłam wszystko na swoje miejsce i wróciłam do swojej komnaty. Z wizytą do Hood'ów wpadnę koło godziny 19, co oznaczało cały dzień nic nie robienia. Nie wiedząc co ze sobą zrobić zwinęłam się na łóżku z chęcią przespania kolejnych kilku godzin. 

***

Obudziłam się, o zgrozo, o 18. Podniosłam się tak szybko, że przez moment przed oczami widziałam tylko czerń. Gdy to się unormowało zrzuciłam z siebie piżamę i włożyłam przyszykowane wcześniej ciuchy. Przeczesałam włosy grzebieniem i kilka razy przejechałam po nich prostownicą, w celu doprowadzenia ich do jakiegoś wyglądu. Tradycyjnie nałożyłam delikatny makijaż. Telefon i pieniądze włożyłam do kieszeni spodenek. Założyłam buty i udałam się w kierunku domu rodzeństwa, uprzednio dokładnie zamykając drzwi. 
Po pięciu minutach stałam już w progu, a z wnętrza słychać było głośno grającą muzykę. Na podwórzu gromadziło się coraz więcej ludzi, których pierwszy raz widziałam na oczy. To samo mogę powiedzieć o salonie, do którego się udałam. Kilka par tańczyło, kilka się obściskiwało. Jedni pili, drudzy palili, jeszcze inni zebrali się w grupkach i dyskutowali. W jednej z takich właśnie grupek dostrzegłam moich przyjaciół. 
- Hej wam. - przywitałam się z nimi i przytuliłam każdego z osobna. 
Z Calum'em było trochę niezręcznie, ale myślę, że każde z nas powoli zaczyna zapominać o tym, co się stało. Nigdzie nie widziałam Ashton'a więc postanowiłam potem dyskretnie zapytać o to Carol. 
Każde z nas dostało czerwony kubek wypełniony alkoholem, który miał pomóc nam dobrze się bawić. 
- Idziemy na parkiet! - wykrzyknęła obok mnie dziewczyna po tym jak wszyscy już wypiliśmy, to co mieliśmy. 
Pokręciłam tylko głową z rozbawieniem i poszłam za nią. Czułam jak procenty przejmują władzę nade mną, co dodawało mi nieco odwagi, szczególnie podczas tańca. Inaczej nigdy nie pozwoliłabym sobie na tak śmiałe ruchy. Caroline dyskretnie ocierała się o Luke'a, na co ten zareagował przyciągnięciem jej ciała do swojego. Zdecydowanie żadne z nas nie było do końca trzeźwe. Idąc w ślady przyjaciółki lekko otarłam się o Michael'a i płynnie krążąc biodrami rozpoczęłam taniec, który tak naprawdę można podciągnąć pod erotyczny. Calum nie dołączył do nas. Zauważyłam, że stał, podpierając ścianę i przez pewien czas wywiercał we mnie dziurę swoimi ciemnymi, magnetycznymi oczami. Później już nie zwracałam na niego uwagi. Zrobiłam sobie małą przerwę, podczas której zauważyłam, że Luke wraz z Carol gdzieś zniknęli i domyślając się co mogli teraz robić nie miałam zamiaru iść ich szukać. Skierowałam swe nogi do kuchni. Wyciągnęłam z szafki kubek i napełniłam go bliżej nieznaną mi cieczą z pierwszej butelki jaka wpadła w rękę. Ale nie przejmowałam się tym, o skutki będę martwić się potem. Stałam tak rozkoszując się przyjemnym uczuciem palenia w gardle, gdy nagle poczułam czyjąś obecność za plecami. Odwróciłam się. 
- No proszę! Obrażona dama raczyła się pojawić!
- Co miało znaczyć to z Michael'em? - Calum'owi wyraźnie nie było do śmiechu. 
- A co CIEBIE to obchodzi?
- Ty mnie obchodzisz do cholery! A jeszcze bardziej obchodzi mnie to, że zachowujesz się jak dziwka! Ja, Mike i kto jeszcze hm?! Chcesz sobie każdego z nas okręcić wokół palca, a później zranić i zostawić? To powiem ci jedno, nie uda ci się to, rozumiesz? - wykrzyczał ewidentnie wkurwiony.
- Nie jestem dziwką, skurwielu! Nawet nie zdajesz sobie sprawy jak ciężko mi z tym wszystkim! Nie panuję nad uczuciami, dlatego nie chciałam przychodzić! Mike to tylko dobry przyjaciel i on doskonale o tym wie! A z ciebie jest tylko jeden wielki chuj, dupek i ughh. Mam cię dość! - łzy zaczęły zbierać się w kącikach moich oczu. 
- Jak mnie nazwałaś? - zbliżył się do mnie tak, że gdybyśmy byli tego samego wzrostu to pewnie stykalibyśmy się nosami. 
- Skur.. 
- Zamilcz. - powiedział i złączył nasze usta w brutalnym pocałunku.
Podniósł mnie i posadził na blacie kuchennym, jednocześnie zrzucając z niego wszystko, co się tam znajdowało. Alkohol płynący w moich żyłach nie pozwalał mi myśleć racjonalnie więc nie odepchnęłam go. Po chwili brutalne pocałunki zaczęły zmieniać się w te przepełnione namiętnością i pożądaniem. 
- Do mnie? - zapytał gdy tylko oderwaliśmy się od siebie, aby złapać oddech. 
Skinęłam głową i zeskoczyłam z blatu. Chłopak złapał mnie za rękę i poprowadził schodami na górę, do swojego pokoju. Zatrzasnął za nami drzwi i dalej kontynuował to, co zaczęliśmy na dole. Jego ręce wodziły po całym moim ciele szybko acz delikatnie ściągając ze mnie kolejne ubrania aż zostałam w samej bieliźnie. Zlustrował mnie wzrokiem, po czym sam zdjął z siebie koszulkę i spodnie. Nasze ciała przylgnęły do siebie i ciężko opadły na łóżko. Usta Calum'a nie opuszczały mojej szyi zostawiając na niej coraz to nowe ślady, a ręka ułożona na wewnętrznej stronie uda sunęła coraz wyżej... 
- Co do cholery?! 
Oboje zerwaliśmy się z łóżka. Pośpiesznie okryłam swoje ciało kocem. 
Siostra Calum'a zastygła w pół kroku, wychodząc z łazienki brata, z szeroko otwartą buzią. Tuż za nią stał zdziwiony Luke, który nawet nie miał na sobie koszulki, a jego włosy sterczały na wszystkie strony świata.
- Oświecisz mnie co tutaj robisz? O, Luke! Cudownie! Powiedz mi, że pieprzyliście się w mojej łazience to gwarantuję, że nie ręczę za siebie. - powiedział wyraźnie, po raz kolejny tego wieczoru, wkurwiony Calum. 
- Nie twój zasrany interes. - warknęła dziewczyna i skierowała swój wzrok na mnie, uciszając brata. 
- Ty i on? Naprawdę? - zapytała i skrzywiła się. 
- Do niczego nie doszło. - próbowałam się tłumaczyć. 
Nagle alkohol jakby uleciał z mojego organizmu. 
- Ale doszłoby gdybyśmy tego nie przerwali. 
Caroline nie czekając na dalsze wyjaśnienia złapała Luke'a za rękę i czym prędzej wyszła z pomieszczenia, trzaskając przy tym mocno drzwiami. Nigdy nie byłam tak bardzo zażenowania, jak w tym momencie. Szybko nałożyłam na siebie pozostawione na podłodze ubrania. 
- Przepraszam, ja.. - Calum odezwał się po chwili milczenia. 
- Nie, dość. - przerwałam. - teraz naprawdę czuję się jak jakaś tania dziwka. Chciałam prowadzić normalne życie, normalnej nastolatki, ale wszystko skomplikowało się jeszcze bardziej. Nie pisz, nie dzwoń, w ogóle nie kontaktuj się ze mną przez pewien czas. Oboje musimy ochłonąć. Ja muszę sobie wszystko poukładać. Przykro mi, że tak się stało, Calum. Przykro mi, że żywisz do mnie jakieś uczucia. Przykro mi, że tak strasznie namieszałam.
Wyszłam z pokoju z potokiem łez na policzkach. Niewiele przez to widząc, starając się nie wpaść na nikogo zbiegłam na parter i prędko wyszłam z domu. Biegłam chodnikiem z butami w ręku. W pewnym momencie straciłam całkowicie ostrość widzenia i zatoczyłam się odrobinę. Usłyszałam tylko trąbienie, odgłos hamulców, a w końcowym efekcie poczułam jak coś z ogromną siłą popycha mnie kilka metrów dalej. 

_________________________________________

Oto kolejny rozdział. 
Od razu prostuję, że dziewczyna ma 17 lat więc sytuacje przedstawione wyżej wcale nie są jakieś dziwne.
Pierwsza rzecz to oczywiście ogromne przeprosiny, ale najzwyczajniej w świecie nie miałam weny, nawet dzisiaj pisałam to bez żadnego chociażby planu. 
Druga rzecz: moje ff pojawiło się już na wattpadzie!  http://www.wattpad.com/story/35499939-daylight jest pod nazwą "watt" na samej górze 
Trzecia rzecz i bardzo ważna: POSZUKUJĘ CHĘTNYCH OSÓB DO PROWADZENIA NA TT KONTA TEGO FF JAK I KONT BOHATERÓW ALE NAJBARDZIEJ ZALEŻY MI NA GŁÓWNYM KONCIE FF 
to bardzo pomogłoby mi sprawić, że stałoby się ono sławniejsze, a na tym mi najbardziej zależy 
i też taka ogromna prośba, jeśli wam się podoba to polećcie to znajomym czy coś i przede wszystkim 


CZYTASZ? - ZOSTAW KOMENTARZ!


Bardzo dziękuję za te wszystkie pozytywne opinie i do następnego x 

8 komentarzy:

  1. Genialne *-* @BywaSmiertelna

    OdpowiedzUsuń
  2. Cudowne!! <3 uwielbiam to czytać, świetnie piszesz, czekam na nexta :*
    @xfireinthesoul

    OdpowiedzUsuń
  3. Perfekcyjne *-* I dlaczego musisz kończyć w takim momencie ?! x Kocham i życzę weny :*
    @1Dkc5SOS

    OdpowiedzUsuń
  4. Jak zawsze perfekcyjny rozdział *-*

    OdpowiedzUsuń
  5. Omg cudny *-* Cal taki zadziorny sfgvool i ciekawe co załatwia Ash nie moge sie doczekać, pisz szybko następny ;D
    @hudazimcbal

    OdpowiedzUsuń
  6. świetny rozdział ☺ no i końcówka... nie mogłaś dać jej po prostu dojść do domu haha
    czekam na next :)

    @todoingthemost z tt :*

    OdpowiedzUsuń
  7. Jejciu, błagam powiedz że nic się jej nie stanie... I niech Ashton w końcu wróci ;)

    @cchanellove

    OdpowiedzUsuń
  8. dlaczego mam myśl, że w tym samochodzie siedział Ash? Ale by było XD
    Weny Ci życzę, do następnego :**

    OdpowiedzUsuń

SZABLON AUTORSTWA JANE