Karetka dojeżdża do najbliższego szpitala.
- Zdaje się, że ma zapadnięte płuco. - mówi sanitariuszka, po czym wtaczają ciało na oddział.
Tak oto rozpoczyna się walka o życie.
*3 tygodnie później*
- Nic mi nie jest. - usilnie próbowałam wytłumaczyć mamie, że wszystko ze mną dobrze.
Minęły trzy tygodnie od wypadku. Mój stan zdrowia szybko poprawiał się. Czułam się nie tylko lepiej fizycznie, ale i psychicznie. Nie wiem jak długo dałabym radę pociągnąć na tym szpitalnym jedzeniu. Chciałam wrócić do domu, do babci, do przyjaciół. Właśnie. Przyjaciele. Odwiedzali mnie codziennie z ogromnym smutkiem wymalowanym na twarzach więc starałam się jak najszybciej odesłać ich do domu, by kiepski nastrój nie udzielił się również mnie. Zawsze przychodzili razem, nigdy osobno, ale to było wygodniejsze dla nas wszystkich. Caroline była dla mnie prawie jak siostra i przez ten czas bardzo zbliżyłyśmy się do siebie. Obie zapomniałyśmy o incydencie sprzed wypadku, a przynajmniej starałyśmy się udawać, że nic nie pamiętamy.
Ashton przyszedł raz, ale spałam w tym czasie. Mama, która przyjeżdżała w weekendy, powiedziała mi, że był i przekazała bukiet róż, który cały czas stoi na stoliku obok szpitalnego łóżka.
Nikt nadal nie wie, kto spowodował wypadek. Sprawca uciekł na tyle szybko, że nikt nie zdążył go zobaczyć ani nawet spisać numery rejestracyjne. Ale nie miałam mu tego za złe, nie chciałam już dłużej roztrząsać tej sprawy. Chciałam po prostu wyjść stąd i zacząć żyć normalnie.
- Jesteś pewna? - zapytała moja rodzicielka po raz setny tego dnia.
- Tak, jestem pewna. Za parę godzin mnie wypiszą i wrócę do babci jak grzeczna dziewczynka. - przewróciłam oczami.
- Może wrócisz do Sydney?
- Przerabiałyśmy już to. Tu jest mi dobrze. Znajdź wreszcie czas i odwiedzaj mnie w weekendy.
- To nie jest takie proste przy mojej pracy. - westchnęła.
- Więc nie mamy o czym rozmawiać. - odwróciłam głowę i zaczęłam wpatrywać się w widoki za oknem.
W pomieszczeniu rozbrzmiał dzwonek telefonu.
- Muszę wracać do pracy, postaram się przyjechać w przyszłym tygodniu. Victoria proszę, dbaj o siebie i nie rób nic głupiego. - uśmiechnęła się słabo, ale jej oczy pozostały smutne.
Zabrała swoją torebkę z krzesła i szybkim krokiem wyszła.
Zostałam sama, tego dnia już nikt więcej nie miał mnie odwiedzić. Do wypisu zostały mi cztery godziny więc ułożyłam się wygodnie i zamknęłam oczy.
Jakiś czas później obudził mnie delikatny podmuch chłodnego powietrza. Spojrzałam na okno, które było otwarte. Bardziej jednak zainteresowała mnie postać przy nim stojąca.
- Ashton? - zapytałam z niedowierzaniem wymalowanym na twarzy.
- Przepraszam, nie chciałem cię obudzić. - odwrócił się w moją stronę wyraźnie przybity.
- Stało się coś?
- Martwiłem się, Victoria. - podszedł i usiadł na brzegu mojego tymczasowego łóżka - Tak cholernie się o ciebie bałem. Bałem się, że ty nie wybudzisz się już...
W tym momencie głos mu się załamał, a po moich policzkach pociekły łzy. Ujęłam jego twarz.
- Jestem tu. Jestem tutaj i nigdzie się nie wybieram. - powiedziałam i przytuliłam go do siebie, wkładając w to całe swoje uczucie, jakim darzyłam tego chłopaka. - No może do domu, bo mam już dość tej szpitalnej bieli. - dodałam po chwili i uśmiechnęłam się.
Jego ręce ułożone były na mojej talii. Trzymał mnie blisko siebie, jakby bał się, że mogę mu uciec.
- O której wychodzisz? - zapytał, sadzając mnie na swoich kolanach.
Powędrowałam wzrokiem w stronę zegarka.
- Za jakieś 20 minut.
- Zabiorę cię do domu.
- Myślę, że babcia po mnie przyjedzie. - skrzywiłam się.
- Załatwię to.
- Po prostu spotkajmy się wieczorem. - zasugerowałam.
- O której po ciebie wpaść?
- O 21, wcześniej muszę coś załatwić.
- Zgoda. - odpowiedział i musnął delikatnie moje usta.
Tę cudowną chwilę przerwał nam lekarz, który otworzył drzwi do sali.
- Pan wybaczy, ale chciałbym wypisać dzisiaj tę młodą damę jednakże muszę jeszcze dokonać oględzin. - powiedział i uśmiechnął się do mnie szczerze.
- Zaczekam na zewnątrz. - odparł Ash, zsuwając mnie z siebie i wyszedł.
Doktor kazał położyć mi się i zaczął dokładnie oglądać nogę, która po wypadku była w najgorszym stanie. Przez cały ten czas towarzyszyło mi dziwne uczucie pustki, ponieważ nie było go tu. Nie było tu Ashton'a.
Tak jak przewidywałam wyszłam 20 minut później. Babcia czekała na mnie przed drzwiami i jak się domyśliłam przegoniła jedyną osobę, której w tym momencie potrzebowałam.
Zasypała mnie gradem pytań, ale otrzymywała tylko krótkie odpowiedzi. Droga samochodem minęła nam w całkowitej ciszy. Elektroniczny zegarek wskazywał 17.
- Babciu muszę iść do Caroline powiedzieć, że wszystko ok no i że już wróciłam. Nie zajmie mi to dużo czasu.
- Jesteś pewna, że masz na tyle siły?
- Nie jestem kaleką, czuję się dobrze.
- No to pędź. Dobrze, że Hood'owie mieszkają niedaleko. - powiedziała, gdy zaparkowała na podjeździe.
Wysiadłam zatrzaskując drzwi i lekko utykając udałam się w stronę mojego celu.
Przed domem spotkałam Calum'a. No cóż. Im szybciej będę to miała za sobą tym lepiej.
- Victoria! - krzyknął gdy zauważył mnie.
Podbiegł do mnie i przytulił. Objęłam go niepewnie, czując się trochę niezręcznie.
- Wszystko okay? - szukał odpowiedzi w moich oczach.
- Tak, wszystko ok, ale musimy porozmawiać.
- O czym?
- O tym co się stało. To się stać nigdy nie powinno. Calum nie czuję tego czegoś, jesteś moim przyjacielem i naprawdę zależy mi na tobie, ale nie w ten sposób w jaki byś chciał, a nie chcę cię zranić. Nie ma sensu udawać, że coś jest, bo to zniszczy i ciebie i mnie. Zależy mi na twoim szczęściu, a wiem, że ja nie jestem w stanie ci go dać. Dużo o tym myślałam podczas pobytu w szpitalu i chciałam się przeprosić jeśli sprawiłam ci jakąkolwiek przykrość czy coś. - mówiłam tak szybko, że zaczynało mi brakować tchu.
Chłopak tylko stał i wpatrywał się w ziemię.
- Jest ktoś inny? - zapytał.
- Nie, Calum.. A nawet jeśli to zupełnie nie o to chodzi. Możesz myśleć co chcesz, ale tylko ja wiem co czuję.
Nie uzyskałam odpowiedzi.
- Przyjaciele? - tym razem to ja zapytałam i wyciągnęłam dłoń w jego stronę.
- Przyjaciele. - odpowiedział po chwili wysilając się na lekko nieszczery uśmiech.
- Pójdę już. Powiedz Caroline, że wszystko u mnie dobrze, może zadzwonię wieczorem.
- Do zobaczenia.
- Do zobaczenia.
Odwróciłam się na pięcie i ruszyłam w kierunku posiadłości babci chociaż nie chciałam tam wracać. Skierowałam się więc na wzgórze, które budziło we mnie tyle zarówno pozytywnych jak i negatywnych wspomnień. Usiadłam pod tym starym jak świat drzewem i zaczęłam rozmyślać nad wszystkim, co mnie otacza. Czynność ta pochłonęła mnie na tyle mocno, że nawet nie zauważyłam kiedy się ściemniło.
- Cholera. - powiedziałam sama do siebie.
Byłam umówiona na 21, a Bóg jeden wie ile zajęło mi to moje rozmyślanie. Usłyszałam cichy szmer, a po chwili na horyzoncie pojawiła się postać. Postać tak dobrze mi znana.
- Wiedziałem, że cię tu znajdę. - powiedział siadając obok i obejmując mnie ramieniem.
Wtuliłam się w niego, pragnąc tego ciepła, które od niego biło.
- Gdzie byłeś?
- W domu.
- Ale nie teraz. Chodzi mi o to, gdzie byłeś przed wypadkiem. Te kilka dni.. Myślałam, że oszukałeś mnie.
- Musiałem załatwić kilka spraw.
Ten temat nie był dla niego wygodny i czułam to więc postanowiłam nie naciskać. Kiedyś się dowiem, prawda prędzej czy później i tak wyjdzie na jaw. Ale bałam się, że ta prawda może być dla mnie zbyt bolesna. Mogę sobie z tym nie poradzić, to może mnie złamać. Jednak siedząc tutaj w jego objęciach dobrze wiedziałam na co się piszę. Doskonale wiedziałam, że ten chłopak skrywa niejedną tajemnicę. A moim celem było odkrycie i poznanie ich.
- Potrzebuję cię. - wyszeptałam, niepewna tego czy usłyszy.
Ale usłyszał.
Jego usta szybko odnalazły drogę do moich, a nasze języki zaczęły toczyć zaciętą walkę.
Właśnie w takich chwilach czuję, że żyję.
Właśnie dla takich chwil warto żyć.
________________________________________
Tak oto kolejny rozdział!
Zasmuciło mnie trochę to, że liczba komentarzy zaczyna spadać mimo iż wyświetleń przybywa.
Dlatego naprawdę proszę
Jeśli to czytasz to zostaw chociaż krótki komentarz, bo dla ciebie to tylko sekundka, a dla mnie to wiele znaczy. :)
Nie wiem czy mam dla kogo pisać to ff
Jeśli tak dalej pójdzie to nie ma sensu kontynuować
Pozdrawiam i do następnego x
CZYTASZ? - ZOSTAW KOMENTARZ
awww końcówka ☺ Ash ♥♥♥♥
OdpowiedzUsuńświetny rozdział i już czekam na next
ILY ♥
@todoingthemost z tt :*
No dobra, jestem tutaj pierwszy raz, ale ten rozdział mnie zachęcił aby przeczytać to od początku, niestety dzisiaj jest już ciut późno, ja jestem śpiochem więc zaraz muszę iść spać, sooł.. jutro postaram się wszystko przeczytać, a może nawet pod każdym zostawię komentarz z opinią dotyczącą danego rozdziału.
OdpowiedzUsuńHm.. Jeśli chodzi o negatywy aka błędy to nie znalazłam tutaj nic takiego. Wszystko co powinno być - jest, więc gratulacje. (:
Jak na jeden rozdział, który jest prawie środkiem niewiele ci mogę powiedzieć na temat fabuły, więc ja zrobię odwrotnie i opiszę co sądzę o fabule w prologu. x
Także, możesz mnie informować o następnych rozdziałach. ((:
Jutro poczytam, zostawię opinię. Miłej nocy. /@hemmobson
Zapraszam na swoje ff które nie jest jak każde. Trochę magii i tajemnic nikomu nie zaszkodzi. http://the-step-near-love.blogspot.com/ i liczę na komentarz z opinią. x
A, i od razu zastrzegam, każdy mój komentarz jest takiej długości (minimalna), zdarzają się dłuższe hahahahahaha
UsuńCzego taki krótki!? Ale i tak świetne <3 <3
OdpowiedzUsuń@xfireinthesoul
Tak wyszło, nie wiedziałam co bym tu mogła jeszcze zawrzeć a nie chciałam też rozciągać więc zostawiłam tak jak jest :)
UsuńOkey rozdział jest supii. Czytalam go dokladnie. Calum troche posmutnial, ale widze ze on i Ash czuja cos do Victori. Czekam z niecierpliwoscia na kolejny rozdzial. Bo naprawde too ff mnie wciagnelo. Zastanawiam sie co bedzie w nastepnym. Ale coz co bedzie to bedzie, wiecz czekam. Weny :) @BywaSmiertelna
OdpowiedzUsuńRozdział cudowny !! A końcówka... po prostu brak słów :* Jejku jestem tak bardzo ciekawa jak to dalej będzie. Zyczę weny i czekam na next x @1Dkc5SOS
OdpowiedzUsuńFenomenalny ;)))) Czekam na nexta ;**
OdpowiedzUsuńKochaaam to ;))
OdpowiedzUsuńNie wiem jak to ująć.... więc skomentuje to tylko słowem: genialne!
OdpowiedzUsuń